Edukacja, czy praca?


Może się to wydać zabawne, ale na pracy również da się nieco oszczędzić, zwłaszcza, gdy spojrzymy krytycznym okiem na to, ile w niej wydajemy pieniędzy. Na początek, zamiast za każdym razem jeść w barku obiad, można zabrać z domu kanapki, w końcu jedzenie obiadu w pracy i potem w domu wcale nie jest konieczne, raz w zupełności wystarczy. Praca wiąże się też z papierosami wypalonymi w przerwach i hektolitrami kawy, które wypijamy przynosząc ją ze wspomnianego barku, zamiast zrobić ją sobie samemu. Jeśli zrewidujemy dokładnie nasz dzień w pracy, może się szybko dość okazać, że wydajemy kompletnie niepotrzebnie nawet kilkadziesiąt złotych. Oczywiście można ten koszt ponieść w ramach poprawiania stosunków międzyludzkich, ale czy faktycznie nie ma innych okazji? Zawsze musi się to odbywać na papierosie lub na obiedzie? Chyba nie, bo wspólne drugie śniadanie w pokoju socjalnym, to też przyjemne rozwiązanie. Dodatkowym jego atutem jest kameralność, bo barek w czasie obiadu jest, jak pełen ul. To coś na czym nie powinno się oszczędzać tak jak na jedzeniu. Co oczywiście nie oznacza wcale, że nie ma tam pewnego pola dla rezerw. Dzieci na przykład nie muszą mieć co roku nowych podręczników, bo przecież można za połowę ceny odkupić stare. Zeszyty też nie muszą być z tych najdroższych, niezależnie od tego, jak bardzo modny jest nasz notatnik, pisze się w nim dokładnie tak samo jak w zwykłym zeszycie w kratkę. Warto również przyjrzeć się wydatkom na gadżety i pomoce szkolne, być może cześć z nich w ogóle nie jest potrzebna, a inne po prostu można zamienić na tańsze egzemplarze. Absolutnie nie wolno oszczędzać na nauce języków obcych oraz rozwijaniu zainteresowań dzieci. Nim ograniczy się wydatki, na któryś z omówionych wcześniej aspektów edukacji, dobrze jest omówić to z pociechami, by nie czuły się dyskryminowane i pomijane w ważnych domowych decyzjach, szczególnie tych, które ich samych dotyczą. Miło jest wszystkim członkom rodziny, gdy wzajemnie się szanują i chcą poznać swoje opinie.